| Utopia - Niee |
| Wpisał Diskris |
| Piątek, 12. Marzec 2010 10:50 |
UtopiaNiee Trująca Fala Olsztyńska Utopia doczekała się wreszcie porządnie nagranej płyty. Ich debiutancki krążek, nagrany w sali prób, raził uszy słabym (garażowym?) brzmieniem i chociaż był to bardzo dobry materiał, to nie można go oceniać bez pewnej protekcjonalności. Wiadomo, że to fajne (a nawet hiciarskie – jak przebojowy „Sen”) piosenki, pełne melodii i melancholii, w polskim punku nieobecnej chyba od czasów pierwszej płyty Post Regimentu (Partię i Komety uznaję za bardziej indie niż punk rockowe zespoły ;), ale nagrane fatalnie – co zresztą wytykał kapeli każdy recenzent. Na szczęście Utopia nie weszła drugi raz do tej samej wody i ich druga (a w pewnym sensie pierwsza) płyta brzmi już bardzo dobrze, muzycznie będąc chyba jeszcze lepszą niż debiut. „Niee” to zestaw 11 znakomitych punkowych piosenek – sytuujących się gdzieś pomiędzy La Fraction, anglosaskim melodyjno – melancholijnym 80`s punkiem i rodzimą klasyką gatunku (ze wskazaniem na starego Dezertera). Nowe utwory Utopii są bardzo przebojowe i chwytliwe, niektórym mogą wręcz przypomnieć najlepsze lata Bad Religion. Wokal Marty oczywiście nieodmiennie kojarzy się z „punkową Edith Piaf” z La Fraction i tak już chyba zostanie. Podobieństwo frazowania jest momentami wręcz nachalne, ale taki też pewnie był zamysł. Całe szczęście Utopia nie jest kalką La Fraction, choć oczywiście to jest ta właśnie szkoła melancholijno – melodyjnego punka, korzeniami sięgająca zarówno Zounds, jak i The Gits & Mia Zapata. Wspomnianego Dezertera słychać zwłaszcza w „Nic do powiedzenia”, z gitarowym sprzężeniem kojarzącym się od razu z „Plakatem”. Z kolei rozpoczynająca utwór „Kołomyja” pewnie nie tylko mi przypomina wczesne nagrania Regresu – ale przecież i z tej oldschoolowej tradycji lat 80. Utopia czerpie. Przy okazji kapela przypomina, że punk to hardcore, a hardcore to punk – tutaj mamy pełen ekumenizm inspiracji (no, może bez metalu). Liryki Utopii są z jednej strony poetyckie, z drugiej życiowe i autorefleksyjne. Trochę tak było we wczesnym Post Regimencie, również śląski Whitman uprawia tego typu „punkową poezję” mocno zakotwiczoną w codzienności i różnych ciekawych obserwacjach – sporo tu pytań o sens „szaleńczego biegu”, o swoją wizję „utopii”, o konsekwencje podejmowanych decyzji. Odpowiedzi, jeśli padają, nie są oczywiste i w zasadzie mają za zadanie zasiać kolejne ziarna wątpliwości. Obok debiutanckiego krążka Life Scars, „Niee” to ostatnio chyba moja ulubiona płyta z polskim punkiem – i przy okazji dowód na to, że grając melodyjnie nie trzeba popadać w popowość czy pretensjonalność. Utopia po pierwszym wydawnictwie bywała traktowana nie do końca poważnie – teraz wszelkie obiekcje powinny zniknąć. „Niee” to płyta znakomita – bardzo przyjemna w słuchaniu, unikająca monotonii, twórczo inspirowana punkową klasyką, niezbyt może świeża i odkrywcza, ale z pewnością ujmująca. Pełen melodii refleksyjny punk rock na wysokim poziomie. Polecam. |










Utopia







Guantanamo Party Program