Analena - Inconstantinopolis
Wpisał Diskris   
Piątek, 12. Marzec 2010 10:55
analena-inconstantinopolisAnalena
Inconstantinopolis

Moonlee Records

Bałem się  nowej płyty chorwackiej Analeny. Zanim ją posłuchałem, naczytałem się sporo na temat jej łagodności, lekkości, wręcz „indie rockowosci”. Zawsze bardzo lubiłem Analenę za połączenie screamocore`owej chropowatości i postpunkowych łamańców z melodyjną melancholią, ale tym razem miało być spokojniej niż zwykle i mniej energicznie, momentami wręcz nudno. Sami więc rozumiecie, z jakim niepokojem podchodziłem do „Inconstantinopolis”. Niepotrzebnie, ponieważ Chorwaci nagrali dobrą płytę. Paradoksalnie stało się tak mimo, a może dzięki temu, że faktycznie złagodnieli.

„Inconstantinopolis” to 10 dość chwytliwych, melancholijno – emocjonalnych utworów, trochę pod urokiem Envy, a trochę At The Drive-In (oczywiście Fugazi też). Momentami jest wręcz przebojowo, ale zawsze nastrojowo i posthardcore`owo. Utwór tytułowy może się kojarzyć wręcz z najbardziej przystępnym obliczem Kylesa (z albumu „Static Tensions”), ale na żaden stoner crust nie liczcie. Analena jest zasłuchana w gitarową alternatywę spod znaku Pixies czy Pretty Girls Make Graves, ale tego rodzaju indie rock przyprawia jednak emocjonalnym hardcore/punkiem. Mniej jest na tym albumie screamo, a więcej jakiegoś „power popu”. Ale bez obaw – to nadal jest kapela diy, a nie generator „hitów na czasie”. W istocie jednak trudno pisać o „Inconstantinopolis” bez podkreślania owej chwytliwości i przystępności – pod tym względem Chorwaci biją na głowę większość „niezależnych” kapel z MTV 2 czy innej fabryki „muzycznej alternatywy”. Jeśli ktoś szuka w muzyce Analeny hardcore`owej wściekłości, chaotycznego emo a la Orchid czy choćby politycznego Crimethink postpunka to niestety pomylił adres. Owszem, na „Inconstantinopolis” są fragmenty szybkie i dynamiczne, ale nade wszystko jest nastrojowo, emocjonalnie, melancholijnie. 

Takie są  też teksty – poetyckie, jakby utkane z marzeń, lęków i snów. Kwestie polityczne pojawiają się w ilościach śladowych i zawsze mają odniesienie osobiste – jako wyraz zagubienia i oporu przeciwko komercjalizacji wszelkich sfer życia, w tym prywatyzacji uczuć. Nic nie jest jednak powiedziane bezpośrednio, otwarcie czy sloganowo. Zamiast tego są metafory, pytania, poetyckie obrazy. 

„Inconstantinopolis” nie jest płytą wybitną czy przełomową. Analena na poprzednich albumach, może faktycznie agresywniejszych i bardziej rozwrzeszczanych (tym razem Ana częściej śpiewa, a wokalnie wspierają ją koledzy), w gruncie rzeczy brzmiała podobnie. Tymczasem ta płyta jest po prostu ładna. Mimo czystych wokali nie ma tu ckliwości (jak to czasem ze śpiewanym emo bywa) czy patetyzmu. Struktury utworów są prostsze niż dotychczas, jest jakby bardziej piosenkowo, ale nadal dość dynamicznie i nadal w jakimś stopniu hardcore/punkowo. To wciąż nie jest muzyka dla modnie ubranych dzieciaków w za dużych okularach. I niech tak zostanie.
 

Słuchaj radia:


listen with Window Media Player   listen with Winamp   listen with iTunes   listen with RealPlayer

Teraz gramy: Rag Men - My World

3 of 17 listeners
Nadajemy na serwerach
www.serweryradiowe.pl

Napisz do DJa

Patronujemy

Dodaj nas

facebooktwittermyspace

Polecamy

serigraf

wshc

Zaloguj się



Naszą witrynę przegląda teraz 10 gości i 1 użytkownik